Candomblé, w suchym opisie obumiera. Dlatego jedyną możliwością oddania, chociaż w przybliżeniu jego istoty jest wypowiedź zaangażowana, balansująca na pograniczach strukturalnej analizy i prywatnego zapisu, relacji, antropologicznego reportażu.




Poranna festa dla Erê


            Większość badaczy kultów opętań kładzie duży nacisk na jego widowiskowy aspekt. Zarazem jednak dokonuje się rozróżnienia między teatrem i widowiskiem, utożsamiając Candomblé z tym ostatnim. Brak jest w afrobrazylijskich festach właściwej teatrowi narracji i dystansu aktora do odgrywanej roli. Festy nie są przedstawiane, a publiczność nie jest biernym odbiorcą, lecz aktywnym uczestnikiem obrzędowych wydarzeń.


            Okazuje się jednak, że Candomblé posiada coś w rodzaju świątynnego teatru. Jedno z Orixás - Erê, dziecko płatające złośliwe figle - zawsze przybywa po oficjalnej fescie. Kiedy goście się rozchodzą, a energia Axé wibruje jeszcze w powietrzu zaczyna się zgoła inna uroczystość. To jakby odreagowanie sakralnej powagi, którą narzuca akt opętania. Jedna z kobiet, która nigdy nie bierze udziału w rytualnym tańcu zaczyna mówić zmienionym głosem. Jej chód i ruch zaczynają przypominać postawę jakiegoś błazeńskiego karla. Kręgosłup pochylony, głowa wyciągniętą, chód z rozkraczonymi nogami, ręce majtają się po obu stronach tułowia. To już nie pełne dostojeństwa tańce Orixá, ale niezwykle skomplikowana, stwarzana świadomie przez świątynnego performera za pomocą swego rodzaju techniki teatralnej, rola karła dziecka.


            I zaczyna się. Dokładnie jak w Bachtinowskim karnawale świat staje do góry nogami. Orixá zaczyna szydzić, stroić żarty, ale tez śpiewać swoim skrzekliwym głosem i grać w rytmie szybkiej samby. Pozostali członkowie diaspory (tak jest też nazywana wspólnota Candomblé) przyłączają się lub czekają z pokorna rezygnacja na odejście wybuchu tego nowego przejawu energii Orixás. Całe terreiro dostaje się we władanie Erê, dostojny porządek festy zostaje przewrócony do góry nogami. Skrzekliwa postać rozpoczyna obchód po terreiro. Niczym błazen czepia się kolejno różnych cór bogów zmęczonych całonocnym opętaniem i tworzy coś w rodzaju małych komediowych scenek, w których tematem sytuacyjnych żartów stają się dostojne matrony, małe dzieci lub też pozostali jeszcze w terreiro goście.


-Nikt nie ma prawa przerwać pochodu Erê - mówi Pae de Santos Nilsinho tłumaczy, że to, dlatego, że w Candomblé wszystko dąży do zachowania równowagi. Każda przesada domaga się przywrócenia równowagi.  Orixás reprezentują  energie życia i natury. Tak jest też z Erê, które odwraca porządek, wyśmiewa i zniekształca. Jakby cytował Bachtina.[6] Włączając w to fragmenty o przesycie fizjologią i dole cielesnym. Erê je rekami, jedzenie wypada mu z ust, jest ordynarne i większość jego żartów dotyczy sprośnie i dosłownie traktowanej seksualności. Zarazem jednak wszystko jest inne. Erê to część rytuału. Mimo że jego żywiołem jest śmiech, to ludzie przyjmują go z właściwą rytualnemu procesowi powagą. Groteskowe performance odbywają się na terenie świątyni. Pãe i Mãe de Santos nie powstrzymują tej fali sprośności i radości, a wcześniejsza powaga w obcowaniu z sacrum przybiera formę komediowej groteski. Wszystko dlatego, że święto ze swoimi opętaniami jest nieludzkie. Bogowie jednak odeszli, potrzeba przywrócić więc terreiro zwykłej codzienności. Erê pomaga odnaleźć zagubioną zwyczajność.


W ostatnią sobotę, kilka godzin po święcie dla Iabás przybyłem do terreiro w trakcie dnia, aby spotkać się z Pãe. W głównym barraçao trwała właśnie festa. Inna jednak niż te, która przeznaczone są dla szerokiej publiczności. Na podłodze w kole siedziała cała wspólnota Ilê Axé Alaketo. Pośrodku rozstawiona na matach i kawałkach materiału uczta, którą uczestnicy spożywają rekami. Po chwili okazało się że miedzy zgromadzonymi jest także Erê. Z początku przycichło, może spłoszone przybyciem obcego, ale już po chwili kpiny i wrzaski rozgorzały ze zdojoną siłą. To reakcja na zakłócenie równowagi odbywającego się wydarzenia. Erê na przemian kpiło, a po chwili rozpoczynało śpiewną modlitwę. Wspólnota pochylona nad posiłkiem reagowała zbiorową inkantacją. Śpiew po chwili zostawał jednak znowu przerywany wybuchem śmiechu i kolejnych żartów. I tak bez przerwy. Nie było jednak miedzy tymi dwoma czynnościami dysonansu. Śmiech Erê ma w sobie dziką Bachiczność. Idzie prosto z trzewi. Odnosi się wręcz wrażenie że jest formą modlitwy poprzez śmiech.


Po jakimś czasie uczta się zakończyła. Kobiety zaczęły roznosić półmiski. Jednakże Erê w żadnym razie nie miało zamiaru odejść. Wręcz odwrotnie. Jak się okazało, uroczystość została zorganizowana specjalnie dla tego Orixa i teraz dopiero zaczęło objawiać się w pełni jego przybierające formę spektaklu rubaszne dominium. Można wręcz powiedzieć, że był to rodzaj świątynnego teatru, a może świątynnej komedii, albo świątynnego kabaretu.[7] Całość składała się z zespołu scenek przerywanych tańcem i pieśnią, a może bardziej płynnie w nie przechodzących, ponieważ zarówno ruchy postaci, jak i swobodne żonglowanie konwencją tańca świątynnego, pieśni i pospolitego żartu stanowiło jednolitą materią przedstawienia. Całość muzycznie zorganizowana przede wszystkim na bazie określonych rodzajów powolnej samby, ale świątynni bębniarze grali też inne rytmy odwołujące się do estetyki wczorajszej festy Orixas, tak jakby wybrzmiewały ciągle jej dalekie echa. To Erê decydowało ruchem rąk kiedy zaczyna się i kończy rytm, kiedy jest czas na taniec, kiedy na żart. Niczym reżyser teatralny, działający na scenie razem z aktorami Erê zarządzało wydarzeniami, to dodając, to ujmując odrobinę, tak że sceny rozgrywały się z właściwym wirtuozerii balansem, na pograniczu świętości i głupoty. Zarazem posiadały jednak określoną narrację. Z łatwością można było śledzić przywoływane przez Erê komediowe i rytualne wątki. Cała sztuka polegała bowiem na improwizowanym łączeniu kolejnych tematów, płynnemu przechodzeniu z jednego w drugi. Kilka przypadkowych słów i gestów zostawało podchwyconych i przekształconych we wspaniałą improwizację przywodzącą na myśl skojarzenia spektakle commedia dellarte w świątynnej odmianie. Z tym, że rytuał odchodził od wyłącznie wątków mitycznych, przeplatając się z narracją osadzoną w tematach codziennego życia.


Przewijał się wiec przede wszystkim watek wyborów. Erê doszło do wniosku, ze obecna sytuacja polityczna wymaga jego interwencji. Zostało nawet zorganizowane głosowanie, a dla uczczenia wygranej zorganizowano wyborczą sambę. W przerwach wyczerpującego życia politycznego organizowano oczywiście także kolejne tańce. Jednak ich energia i rygorystyczny rytm bębnów nie pozostawiały wątpliwości, że żart, którego jesteśmy świadkami rozgrywa się na planie boskiej gry. W działaniach Erê uczestniczyło z ochotą sześć albo siedem kobiet. Wszystkie w podeszłym wieku - wczoraj Orixás Yemanjá, Oxum, Nanã - dzisiaj w podkasanych kieckach wywijały w bachicznym orszaku tego brazylijskiego boga teatru. Sprośny żart, podwijanie spódnicy, głośny śmiech, wszystko to czyniło z politycznego żartu i rytmicznego tańca obrzędowej samby jedną całość. Pięknym podsumowaniem była końcowa reakcja na ulewę, która pojawiła się niespodziewanie. Ten moment przywołał skojarzenie z technikami improwizacji, które uprawia w swoim warsztacie zespół OPT „Gardzienicami”. Reakcja na przypadek przyniesiony z zewnątrz, naturalne zdarzenie włączone w porządek scenicznego działania. Wyczulenie na ten rodzaj dialogu z otoczeniem. Przy pierwszych kroplach deszczu kobiety przerwały taniec. Erê pierwsza krzyknęła - deszcz! - Po czym wszystkie w korowodzie, gęsiego, jak małe dziewczynki ruszyły na zewnątrz. Trzeba było zobaczyć ten korowód, spontaniczne, a jakże zgrane ruchy postaci kapiących się w deszczu kobiet. Wszystkie razem, skupione w kole, rozpierzchnięte, znowu razem, ale przez cały czas wobec siebie, skupione na kolejnym geście, skaczące w następne zdarzenie, kolejne krople deszczu, który oczywiście sprawił że ich potężne, obwisłe ciała zostały jeszcze bardziej wyeksponowane. Nie było jednak żadnego wstydu, ale przede wszystkim niekłamana radość chwili, upojenie wolnością świątynnej komedii Erê.


Scena końcowa. Zmęczone kobiety odchodzą. Zostaje tylko Erê. Na wpół leżąc na schodkach świątyni z szeroko otwartymi ustami chłonie krople deszczu spływające jej po twarzy. Cała drży, ale to nie ma znaczenia. Chłonie jeszcze przez chwile to co właściwe Erê - upojenie chwilą. Pojawia się w końcu Pãe de Santos, który kończy spektakl. Zagania Erê z powrotem do terreiro z powrotem w obręb ustalonych zasad.




Maciej Rożalski



[1] Pisownia słów używanych w brazylijskim Candomblé została zaczerpnięta ze słownika zwrotów używanych w kultach Afrobrazylijskich – Olga Gudolle Cacciatore, Dicionario de Cultos Afro – Brasileiros, wyd. Forense Universaria, Rio de Janeiro 1977r.


[3] Dzika świętość, Roger Bastide, Konteksty nr.1/2008, tłum. Jacek Pawlik


[5] Podobnie to doświadczenie opisuje Leszek Kolankiewicz w swojej Sambie z Bogami.


[6] Bachtin


[7] Parafrazuję tutaj określenie komedia rytualna, jakiego używał przy określaniu kultów Candomblé


[8] Festa oznacza zabawę. Tak określa się także msze Candomblé, które są rytualną ceremonią, ale zarazem spotkaniem towarzyskim. Każde spotkanie w Bahia nosi znamiona karnawału i dotyczy to także obrzędów Candomblé.


[9] Ryt Candomblé jest ściśle zhierarchizowany. Każdy członek wspólnoty zajmuje w niej swoje określone miejsce. Głównym kapłanem świątyni jest zwykle Mãe de Santos (matka bogów), rzadziej Pãe de Santos. Zwykle pełni on drugą funkcję w hierarchii nazywaną Pãe pequeno (mały ojciec). 


[10] Susana Martins


[11] Metafora wierzchowca i dosiadającego go boskiego jeźdźca powszechnie używana jest dla określenia aktu opętania. Użyła jej między innymi Maya Deren w swojej głośnej książce o haitańskim wodu „Bogowie haitańskiego wodu”.


[12] Paul Gilroy, The Black Atlantic, wyd. Harvard University Press, Cambridge, Massachusetts 1993