Candomblé, w suchym opisie obumiera. Dlatego jedyną możliwością oddania, chociaż w przybliżeniu jego istoty jest wypowiedź zaangażowana, balansująca na pograniczach strukturalnej analizy i prywatnego zapisu, relacji, antropologicznego reportażu.
Rytuał Xango
Przyjechałem do Suzany o 19:00. Trochę zamarudziłem szukając właściwego budynku. Oczywiście okazało się że stoję bezpośrednio pod nim.
Suzana, profesor na wydziale teatru miejscowego uniwersytetu UFBA ma piękny ogród w stylu Japońskim. W mieszkaniu spotykam też Franka, tancerza z Niemiec przebywającego w Salvadorze na stypendium rządu niemieckiego. Zdaje się, że są bardzo bliskimi przyjaciółmi.
Później jazda samochodem z Graça gdzieś w stronę Rio Vermelho. Jak zawsze wąskie uliczki dopytywanie się o drogę. Trzy razy się zgubiliśmy. Odkrywam ze zdumieniem, że Suzana jest kłótliwa i zadziorna. Dopytuje się dociekliwie miejscowych chłopaczków o drogę, nie pozwala się zbywać. Ona prowadzi, Frank siedzi cicho z boku.
W końcu znajdujemy właściwą uliczkę. Samochód zostaje wciśnięty w niewielki zaułek i dalej już na piechotę. Na wstępie od razu niechcący wchodzimy na jakąś prywatną festę, kiełbaski i piwo. Suzana z półuśmiechem stwierdza, że to chyba nie tutaj. Ludzie mówią, że Candomblé to zaraz obok.
Przeciskam się przez wąską metalową furtkę i od razu inny świat niedostrzegalny z ulicy.
Wchodzę na niewielkie podwóreczko. Po lewej stronie pali się wielkie ognisko. Na wprost duży budynek, który da się obejść z obu stron wzdłuż muru. Idąc lewą stroną i mijając rząd siedzących-jedzących-stojących-palących ludzi dochodzi się do wejścia. Jakieś kurtuazyjne rozmowy. Krótkie spotkanie ze starszym, konkretnym człowiekiem. Później okazuje się że to Sergio Ghedes, bardzo interesujący człowiek, mocno w Candomblé, pracownik sekretariatu kultury stanu Bahia.
Spotykamy też Sandrę. To znajoma Susany, też profesor tańca w Escola de Dança na Uniwersytecie Federalnym. Okazuje się, Sandra należy do tej rodziny Candomblé, jest wyznawcą. Należy do ekedes tej świątyni, czyli kobiet które służą bóstwom podczas rytuału. Jest owinięta w długą białą suknię, podobnie zresztą jak inne służki. Każde Orixá[1] (w jorubijskim bóstwo), kiedy przybywa jest pod opieką jednej lub dwóch takich ekedes. One nigdy nie doznają opętań, zawsze podążają za tanecznym krokiem Orixás, aby służyć. Ocierają specjalną chustą pot z ciała wierzchowca, którego dosiadło Orixá. Bóstwo nie czuje zmęczenia, ale ciało poci się pod wpływem wymagającego wysiłku tańca. Ekedes natomiast pilnują wolnej drogi, usuwają przeszkody, są rodzajem ziemskiego opiekuna. To rodzaj relacji opartej na służbie, która jest zarazem przewodnictwem.
Wydaje się że terreiro w którym się znalazłem, a które nosi nazwę Ilê Axé Cobri jest dostatnią wspólnotą. Frank twierdzi że to tradycja Joruba. Candomblé dzieli się na kilka rodzajów, w zależności skąd zostali do Brazylii sprowadzeni afrykańscy niewolnicy. Najbardziej rozpowszechniona jest właśnie tradycja jorubijskiego Keto, które przybyło z rejonów dzisiejszej Nigerii. Istnieją też inne formy kultu, nazywane między innymi Angola lub Jeje. W zależności od pochodzenia różnią się obrządkiem Każda kolejna fala przybyłych do Brazylii niewolników przynosiła ze sobą inne tradycje, język, obyczaje i rytmy muzyczne. To co jednak łączy wspólnotę Candomblé to wydarzające się niezależnie od różnic w obrządku opętania. Wyznawcy Candomblé wierzą, że w ciała inicjowanych tancerzy wcielają się bóstwa zwane Orixás. W zależności od pór roku i indywidualnego cyklu obrzędowego każdej ze świątyń przywołuje się określone Orixás. Każde z nich różni się odmiennymi od pozostałych rytami bębnów, barwami sukien, rodzajem składanej ofiary, ale przede wszystkim sposobem tańca.
Główna sala, w której powoli zaczynają gromadzić się ludzie jest dosyć dużych rozmiarów. Po środku stoi potężny filar na którym widnieją znaki bohatera dzisiejszego święta, Xangô-Airâ - pana burzy i grzmotów. Chodzi przede wszystkim o oxê czyli rodzaj miniaturowej siekiery o dwóch ostrzach. Zostajemy zaproszeni do środka. Nie ma jeszcze zbyt wielu ludzi i mamy szansę zająć lepsze miejsca. Okazuje się zresztą później, że są właśnie najgorsze, bo ławka pod ścianą, na której usiadłem z Frankiem (kobiety siadają na oddzielnych miejscach więc tylko z daleka mogę dostrzec twarz Susany) zostaje później szczelnie zasłonięta przez przybywających mężczyzn, tak, że jesteśmy zmuszeni właściwie przez cały rytuał, czyli następne sześć godzin stać. Zaprawiony w „bojach świątynnych” Frank w pewnym momencie stwierdza, że to nieruchome stanie jest jak medytacja.
Oczywiście jak zawsze w Brazylii zaczyna się od oczekiwania. Wszystko się niemiłosiernie spóźnia. Trwają jakieś ustalenia. Sala pełna jest kobiet i mężczyzn ubranych na biało. Pod sufitem wiszą setki białych wstążek tworząc coś w rodzaju falującego sufitu. Na ziemi z kolei pełno jest świeżo ściętych zielonych liści poświęconych Ossâim - bóstwu zdrowia i liści rytualnych. W powietrzu czuć ich świeży zapach pomieszany wraz z zapachem palonych w ogniskach kadzideł i wszechobecnych podczas rytuałów Candomblé perfum. Najbardziej urzekające jednak są kwiaty, dziesiątki pięknych bukietów białych kwiatów poumieszczanych w różnych miejscach barraçao (sali obrzędowej) . Przybywa kobiet ubranych na biało. Jest ich już kilkanaście skupionych w pustej przestrzeni pośrodku pomieszczenia. Najwięcej ludzi pozostaje jednak ciągle po drugiej stronie od wejścia. Tam zostały ustawione honorowe krzesła, na których siedzą poważne i skupione starowinki. Pośród nich wyróżnia się oczywiście Mãe-de-santo, starsza kobieta o pomarszczonej ale charyzmatycznej twarzy w żółtym turbanie na głowie. Trwają powitania. Kolejne grupki szacownych matron, rzadziej mężczyzn przybywają i wymieniają rytualne pocałunki. To jedna z charakterystycznych sytuacji dla obrzędów Candomblé - powitania i obejmowanie się, serdeczność wymiany uścisków, która daje się odczuć podczas całego spotkania. Szczególnie wyraźnie zostanie podniesiona waga tej emocjonalnej wymiany podczas uścisków i błogosławieństw jakie bóstwo Xangô będzie wymieniało ze wszystkimi członkami i świadkami rytuału. Zwykle dane Orixá musi przywitać się ze wszystkimi uczestnikami rytuału i po odbyciu cyklu rytualnych tańców rozpoczyna długą podróż przez terreiro[2] obejmując każdą kolejną osobę. Często same tego typu powitania (agradecimento) trwają kilka godzin, pełnią szczególnie ważną rolę w rycie Candomblé. Pae Nilsinho, główny kapłan innego terreiro Ilê Axé Alaketo twierdzi, że jest to wręcz jedna z konstytutywnych cech tej religii. Wymiana wzajemnego powitania służy konsolidacji więzi społecznych, ale służy przede wszystkim ochronie i błogosławieństwu. Jest sposobem na przezwyciężenie obcości transcendentnego świata wdzierającego się w rzeczywistość obrzędu i zapewnieniu sobie przychylności przybywających tego dnia bóstw.
Można to wyraźnie dostrzec szczególnie na początku, ceremonia rozpoczyna się. Córy bogów zaczynają powolną i długotrwałą część obrzędu zwaną Xiré, w bezpośrednim tłumaczeniu powitanie bóstw lub też grę rzeczy podstawowych. Formując okrąg kobiety zaczynają rytmicznie się poruszać w odwrotną stronę względem wskazówek zegara. Ma to symbolizować unieważnienie i cofnięcie się względem porządku czasu linearnego - ku czasowi początku, czasowi Orixás. Interesujący jest fakt, że okrąg nie jest symetryczny. Jego łamanie, przestoje i niekończące się, wzajemne powitania nie rozbijają wewnętrznej spójności obrzędu, który nie buduje się na zasadzie symetrii, ale wynika z pracy wspólnego rytmu grupy odprawiającej rytuał. Proces narasta nie tyle dzięki odczynianiu kolejnych gestów i realizacji kolejnych etapów liturgii. Tworzy się z narastającej rytmiczności wydarzenia. Nie można mówić o jakiejś ścisłej symetrii, porządku. Proces rozbija się niekiedy na kilka oddzielnych wydarzeń, albo wręcz zderza się z profanum wszechobecnych pogaduszek i rozmów, jak na przykład kiedy dwie młode dziewczyny, nieświadome obecności nadchodzącego Xangô stanęły na drodze jego tańca, zatopione na dobre w radosnych plotkach.
Kobiety już od dłuższego czasu pulsują w tańcu otwierającym rytuał Xiré. Muszą być powitani i przedstawieni wszyscy potencjalni boscy goście, każdemu zostają poświęcone pieśni. Temu właśnie służy Xiré, czas powitań. Wraz z kolejnymi rytami tempo jednak narasta, kroki tancerzy systematycznie przyspieszają. Wreszcie dochodzi do kulminacji Xiré. W tym czasie przełomu nadchodzą opętania. Pojawiają się mężczyźni z wielkimi metalowymi grzechotkami. Podnosi się tumult. Ludzie wiwatują i klaszczą. To już czas. Wysłano zaproszenie , które przez ocean ma sprowadzić Orixá na ceremonię. Olbrzymia ilość białych kwiatów oraz radość oczekiwania na przybywającego gościa rodzi dalekie skojarzenia – tak mogła wyglądać niedziela palmowa kiedy Jezus wjeżdżał przez miejskie bramy Jerozolimy.
Niedługo potem przychodzi Xangô. Stara kobieta, jedna z tańczących zatacza się i wstrząsa swym potężnym ciałem kilka razy. Głośny krzyk radości wznosi się jeszcze donośniej - oto przybyłeś, okazujemy radość z twojej obecności! Xangô otrząsa się i obchodzi w tańcu kilkukrotnie świątynny słup.
Tu konieczna jest uwaga odnośnie europejskich wyobrażeń o kultach opętań. Techniki tańca Candomblé obalają Europejskie wyobrażenia o transie, jako niekontrolowanym paroksyzmie. Inicjowani tancerze poddani działaniu transu poruszają się wiele godzin z niezwykła dokładnością. Ich ciało przeobraża się, gesty i kroki wyrażają mityczny charakter bóstw mimo niewątpliwego braku świadomości dosiadanych przez bóstwa „wierzchowców”.
Sam akt opętania tancerza przez bóstwo nie ma nic wspólnego z chaotycznym atakiem konwulsji i drgawek. To wyobrażenie, które biały człowiek przynosi najczęściej ze sobą na ceremonię Candomblé, bierze najpewniej swoje początki z popularnych w latach 50tych tanich horrorów, swobodnych fantazji na temat haitańskiego wodu. Jak pisze Roger Bastide, jeden z pierwszych badaczy podnoszących w latach 60tych znaczenie brazylijskiego Candomblé jako autonomicznej religii. Rzadko kiedy ma miejsce tak zwany dziki trans [3] i pojawia się zwykle w przypadku indywidualnych problemów osoby, która pojawia się na uroczystości, a przychodzi z poza grupy obrzędowej. Takie przypadki są bardzo źle widziane. Obrzędowe opętanie jest przygotowywane na wiele dni wcześniej. Składane są określone ofiary, a przyjście Orixá związane jest też z określonym momentem kalendarza liturgicznego danego terreiro. Także samo opętanie ma swój określony przebieg. Nie jest chaotycznym atakiem. Jest inne, w zależności od bóstwa i rodzaju ceremonii. Sposób ubioru, prezentacji, gestyki, a przede wszystkim techniki tańca danego Orixá stanowią całe kompendium wiedzy zebranej w niejednej dotyczącej tematu monografii.
Spokój i ciągłość działań bóstwa w widowisku obrzędowym jakim jest festa Candomblé można też odnaleźć w drodze, jaką bóstwo pokonuje przez świątynię. Po drodze następuje seria przywitań i błogosławieństw, które rozpoczynają się oczywiście od Mãe. To cykl oddawania honorów, który stanowi główną część obrzędu, każdy dostaje porcję pozdrowień i błogosławieństw od boskiego przybysza. Podczas powitań daje się jednak dostrzec, że niektóre kobiety wcale nie są zachwycone z tego faktu. Ich twarze wyrażają powagę, a w kilku przypadkach nawet rozpacz. Po chwili okazuje się dlaczego. Xangô nie tylko wita, przez dotyk także przekazuje energię transu. W trakcie powitań dochodzi więc jeszcze do dwóch opętań. Dwukrotnie przychodzi Yemanjá, jedna z żon Xangô.
Trwa to dobrą chwilę, czyli w realiach Candomblé około godziny. Po czym Orixá kierują się do zamkniętych części terreiro. Tam zostaną odpowiednio odziane do tańca, który będą wykonywać za chwilę.
W między czasie następuje przerwa podczas której rozdawane jest jedzenie. To potwierdza przypuszczenie co do statusu ekonomicznego tego domu. Każdy z gości, czyli około stu osób zostaje obdarowany pokaźnym talerzem dymiącego posiłku. Oczywiście jako gringo (czyli biały przyjezdny), dostaję jedzenie na końcu, kilkukrotnie ostentacyjnie lekceważony kolejnością. W końcu jednak któryś ze starszych członków rodziny wydaje wyraźne polecenie, abym też dostał swój posiłek. To główna zasada Candomblé, każdy jest gościem i obdarza się go szacunkiem.
Po następnej godzinie Orixás wracają. Xangô ma na sobie paradną suknie, metalowe bransolety, koronę i rodzaj pancerza. W szatach pobłyskują także co ciekawe duże klucze, także zrobione z metalu. To pozostałości sławetnego synkretyzmu z religią katolicką. Kiedy Candomblé w Brazylii było zabronione, a niewolnictwo powszechne, wyznawcy kultów afrykańskich zaczęli uznawać świętych katolickich, ale przypisując im charakterystykę swych rodzimych bóstw. W ten sposób Oxóssi, bóstwo lasu i polowań przeistoczyło się w świętego Jerzego, Ogun, bóg wojny stał się świętym Antonim. Klucze są symbolem świętego Pawła powiernika wrót niebiańskich. Jemu odpowiada w panteonie Candomblé Xangô, bohater dzisiejszej uroczystości. Jak mówi Pae Nilsinho becnie odchodzi się jednak od form synkretycznych, poszukując źródeł afrykańskiej tożsamości
Taniec Xangô trwa długo, jest spokojny, ale miejscami przybiera na sile. Suzana Martins twierdzi w swoim tekście o technikach tańca Orixás[4], że każdy taniec Orixa charakteryzuje ta wewnętrzna praca przeciwieństw – wolno i szybko; dynamika i spokój. Można by wręcz poszukiwać tu podobieństw z wywodzącą się z buddyzmu zasadą Ing i Yang. Porównanie, które może wydać się odległe, ale daje do myślenia, nie tylko jeżeli chodzi o zachowanie Orixás, ale przede wszystkim ich boską charakterystykę rozpiętą zawsze między dwoma przeciwieństwami. Każde Orixás ma swoją gwałtowną i statyczną stronę. W zależności od okoliczności atakuje zewnętrzną ekspresją ruchu lub też ogarnia wewnętrznym spokojem. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest to jedna z podstawowych teologicznych zasad religii Candomblé.
To momenty prezentacji, więc jak mawia profesor Leszek Kolankiewicz „Orixá dają czadu”. Po Xangô prezentuje się Yemanjá. Tańczą dwie kobiety. Jedna niższa, korpulentna jest bardzo dynamiczna. Jej taniec jest żywy i pełen radości. Postępująca za nią wysoka, chuda kobieta jest bardziej ascetyczna. Znowu opozycja. Wydaje ostre okrzyki, jej taniec jest mniej przystępny. Co interesujące, wszystkie Orixá zwracają się w swoim tańcu ku wyjściu. Wtedy jak na komendę ludzie rozstępują się, tworząc rząd, ustawieni po obydwu stronach podnoszą ku bóstwu ręce. Ono podąża wzdłuż tego szpaleru ku drzwiom. Sytuacja ta powtarza się kilkukrotnie.
W między czasie pojawia się jeszcze jedno Orixá. Tym razem zostaje opętany mężczyzna. To Oxum, kochanka Xangô, która znajduje się w raczej konfliktowej sytuacji z Yemanjá. Jej obecność jest odrobinę niepożądana w tym miejscu. Może dlatego też trans wydaje się połowiczny, jakiś niepełny, a opętany człowiek dosyć szybko zostaje wprowadzony do zamkniętych pomieszczeń świątyni. Sytuacja ta przywodzi na myśl zaczątek jakiejś mitycznej dramaturgii, historii rozgrywającej się wciąż od nowa na boskim planie.
Po wielokrotnym powtórzeniu tańca rozgrywającego się na planie koła inne bóstwa zaczynają także w końcu się uspokajać. Jest już coraz mniej ludzi, dochodzi druga w nocy. I wtedy dochodzi do najbardziej elektryzującego wydarzenia. Xangô rozpoczyna rundę wokół całej świątyni. Po kolei obejmuje wszystkich, którzy wytrwali, aby dostąpić tego zaszczytu. Każdemu zostaje dane - Dotknąć Bóstwa. Doświadczenie odczuwalne nie tyle świadomie, co ogarniające całe ciało.[5]
Na koniec ceremonii Orixá rozdaje wielkie bukiety kwiatów, które Xangô otrzymał wcześniej od Mãe. Dostały je jako formę wyróżnienia osoby wybrane przez bóstwo.
Maciej Rożalski
[1] Pisownia słów używanych w brazylijskim Candomblé została zaczerpnięta ze słownika zwrotów używanych w kultach Afrobrazylijskich – Olga Gudolle Cacciatore, Dicionario de Cultos Afro – Brasileiros, wyd. Forense Universaria, Rio de Janeiro 1977r.
[3] Dzika świętość, Roger Bastide, Konteksty nr.1/2008, tłum. Jacek Pawlik
[5] Podobnie to doświadczenie opisuje Leszek Kolankiewicz w swojej Sambie z Bogami.
[6] Bachtin
[7] Parafrazuję tutaj określenie komedia rytualna, jakiego używał przy określaniu kultów Candomblé
[8] Festa oznacza zabawę. Tak określa się także msze Candomblé, które są rytualną ceremonią, ale zarazem spotkaniem towarzyskim. Każde spotkanie w Bahia nosi znamiona karnawału i dotyczy to także obrzędów Candomblé.
[9] Ryt Candomblé jest ściśle zhierarchizowany. Każdy członek wspólnoty zajmuje w niej swoje określone miejsce. Głównym kapłanem świątyni jest zwykle Mãe de Santos (matka bogów), rzadziej Pãe de Santos. Zwykle pełni on drugą funkcję w hierarchii nazywaną Pãe pequeno (mały ojciec).
[10] Susana Martins
[11] Metafora wierzchowca i dosiadającego go boskiego jeźdźca powszechnie używana jest dla określenia aktu opętania. Użyła jej między innymi Maya Deren w swojej głośnej książce o haitańskim wodu „Bogowie haitańskiego wodu”.
[12] Paul Gilroy, The Black Atlantic, wyd. Harvard University Press, Cambridge, Massachusetts 1993
